WycieczkaNaWegry.pl

Poznaj najpiękniejszy kraj nad Dunajem!




Węgry

Z biegiem Dunaju

Piękno Dunaju sławili już poeci starożytni, ale nie rytmiczne strofy łacińskich wierszy urabiały nasze wyobrażenie o tej rzece: stereotyp Modrego Dunaju powstał w przybytkach lekkiej muzy, utrwalił się powielany przez librecistów operetek i autorów drobnomieszczańskich romansów. Zaiste niebieskie okulary musieli mieć poeci tej pięknej lekkomyślnej epoki, w której nad brzegami Dunaju wyrosły wielkie miasta.

Dziś w Budapeszcie bez trudu można doszukać się różnych reliktów owej epoki. Nie sprawdza się tylko jedno: modry kolor rzeki.

Dunaj nie jest błękitny. Czy w pełnym blasku letniego słońca, czy pod pokrywą jesiennych chmur, rano i wieczorem, toczy swe wody szare, żółtawe, lecz nigdy błękitne. Gdy patrzeć pod słońce, gładki nurt błyszczy barwą polerowanej stali. Jeśli nadciągną burzowe chmury, powierzchnia rzeki przybiera kolor ołowiu. Tam zaś gdzie w wodzie przeglądają się korony wysokich drzew, lub odbijają pokryte roślinnością wzgórza, widzieć można stonowaną gamę różnych odcieni barwy zielonej, brązowej, wreszcie o samym zachodzie - czarnej.


Są to wszystko kolory, w jakie zwykła stroić się powaga. Istotnie, Dunaj jest rzeką poważną. Ujęty w równe, gładkie mury kamienne płynie przez Budapeszt tak spokojnie, jak gdyby nie był rzeką, lecz wolno przesuwającym się jeziorem. Dalej na południe, gdy minie dymiące kominy wyspy Czepel i łagodne wzgórza Budafoku, pokryte czerwonymi dachami piętrzących się domów - jest nadal poważny i spokojny, niemal monotonny.

Praca całych pokoleń wyprostowała brzegi Dunaju, ujęła je w nie kończące się pasma obwałowań. Ta rzeka nie ma kaprysów ani niespodzianek. Spokojnego nurtu nie przerywają jasnożółte mielizny, nie mącą wiry, nie rozweselają dzikie wysepki. Jest to szlak równy i gładki, wielki gościniec międzynarodowego transportu wodnego.

W dzień i w nocy trwa żegluga. Pociągi barek suną gładko w dół rzeki lub pną się mozolnie przeciwko leniwemu prądowi. Barki czarne lub białe, barki brązowe od rdzy lub błyszczące gładzizną świeżego lakieru. Holowniki parowe i motorowe, nowoczesne pchacze. Bandery różnych krajów. Na pokładach statków rzeczni marynarze, przywykli do życia na wodzie, wykonujący swą pracę tak spokojnie jak pracownicy kolei żelaznej. Tor wodny jest prosty i nie kryje niebezpieczeństw.

Gdy patrzy się na ten spokojny rytm pracy, wydaje się, że wielka rzeka została pozbawiona wszelkiej romantyki. W szarozielonej perspektywie nie widać nawet żagli. Można przepłynąć z Budapesztu do Mohacza i nie spotkać ani jednej łodzi turystycznej, ani jednego kajaka. Jest to rzeka rozsądku i pracy, porządku i pożytku. Nawet śnieżnobiałe szybkie wodoloty pasażerskie nie dodają jej uroku: mknąc w chmurze spienionej wady stają się symbolem nowej epoki.

Poeci cesarsko-królewskiej monarchii patrzyli na Dunaj przez niebieskie okulary. Ukazywała im się rzeka o modrych falach, rzeka, której naprawdę nigdy nie było. Współcześni opisywacze Dunaju mają zapewne na oczach szkła szare: widzą pociągi towarowych barek, spisują długie szeregi liczb, sumują tysiące ton, rachują praktyczne pożytki. Nie dostrzegają natomiast tych barwnych i wesołych plam, jakimi są staroświeckie parowce pasażerskie.

Kto chce poznać Dunaj, niech płynie parowcem.

Czytaj dalej:
Z biegiem Dunaju cz. 2
Z biegiem Dunaju cz. 3
Z biegiem Dunaju cz. 4
Z biegiem Dunaju cz. 5
Z biegiem Dunaju cz. 6
Z biegiem Dunaju cz. 7
Z biegiem Dunaju cz. 8
Z biegiem Dunaju cz. 9
Z biegiem Dunaju cz. 10
Z biegiem Dunaju cz. 11
Z biegiem Dunaju cz. 12
Z biegiem Dunaju cz. 13
Z biegiem Dunaju cz. 14
Z biegiem Dunaju cz. 15
Z biegiem Dunaju cz. 16
Z biegiem Dunaju cz. 17